piątek, 27 grudnia 2013

Część 207 - Skończony




Aleksander (Samuel)

Nikt nie mógł z nas przewidzieć, że samochód stanie zanim dojedziemy do domu. Właściwie to on nie stanął, a ja się zatrzymałem bo poszła opona. I tak dobrze, że w mieście, nie tak daleko od naszej miejscowości. Gdyby pogoda dopisywała to zmieniłbym koło i ruszylibyśmy dalej, ale przez deszcz ze śniegiem, ostry jak jeszcze nigdy tej zimy, nie mieliśmy takiej możliwości.
– Nie wiem, Amanda, co zrobimy – wyznałem, a ona uspokajała płaczącego Kamila. Widocznie bał się nadchodzącej burzy. Patrykowi o dziwo to nie przeszkadzało. – Najbliżej to mamy do twojej matki – rzekłem, a ona nadal tuliła niemowlę siedząc na przednim siedzeniu pasażera.
– To żeś wymyśli, to już lepiej pod most.
Moja żona ze swoją matką nie były w najlepszych relacjach. Amanda wyprowadziła się z domu mając siedemnaście lat, jej matce nie długo potem odebrano pozostałe dzieci, Amandy nie mogli bo była wtedy już pełnoletnia. Moja teściowa była alkoholiczką, kiedyś nawet nachodziła nas o pieniądze, ale tylko kilka razy. Później usłyszałem, że już nie pije, od Amandy ojczyma, który zabrał jej chłopców. Teraz jednak nie mieliśmy wyjścia, bo numeru na taksi nie miałem wpisanego w telefon, Amanda też nie, do hotelu było daleko. Pobiegliśmy więc te jakieś dwadzieścia metrów by zapukać do odrapanych drzwi.
– Cześć – powiedziała kobieta, zadbana, koło 35 lat.
– On wymyślił byśmy… – zaczęła Amanda i wskazała na mnie palcem.
– Możemy wejść? – zapytałem. – Strasznie leje, a opona…
– Pewnie, wejdźcie. To moje wnuki? – zapytała i przykucnęła przy gondolach, które ja i moja żona położyliśmy na ziemi by zdjąć z siebie mokre ubrania. – Nie mogą tak na podłodze leżeć, położę ich na kanapie. – Jak powiedziała tak zrobiła. My też po chwili znaleźliśmy się w salonie.
– Co u ciebie? – zapytała Amanda, ale chyba tylko dlatego, że wypadało zadać takie pytanie.
– Codzienność, staram się o widzenia z chłopcami, Igora już prawie odzyskałam, chodzę na terapię.
– To dobrze.
– A to twój mąż, tak? – zapytała.
– Przecież się znamy. Aleksander Górski – oznajmiłem i wyciągnąłem dłoń w jej kierunku.
– Znamy, ale wtedy okoliczności nie były sprzyjające. – Uśmiechnęła się serdecznie.
– Teraz też nie są. – Moja żona powinna się czasem powstrzymać od tego typu wypowiedzi, ale nie potrafiła. Taka już była, czasami bez serca. Sama o sobie mówiła, że ona nie potrafi kochać.
– Pójdę po węgiel do piwnicy – rzekła Klara, bo tak było na imię mojej teściowej. Chwyciła za rączkę węglarki, ale ja w tej samej chwili uczyniłem to samo.
– Ja pójdę.
– Jesteś moim gościem.
– Jestem też mężczyzną i nie pozwolę by kobieta w moim towarzystwie dźwigała. Powiedz tylko gdzie, daj klucze i nie wygłupiaj się.

Pokierowała mnie. Z ulgą opuściłem to małe dwupokojowe mieszkanko. Nie przeszkadzały mi warunki, nie było bogato, ale schludnie. Ciążyła mi tamtejsza atmosfera. Ten węgiel tak naprawdę to było moje wybawienie, by zostawić je same. Moim zdaniem potrzebowały chwili sam na sam.

3 komentarze:

  1. Czy Klara dostrzeże złe samopoczucie córki to nie wiem,nie sądzę ale siniaka napewno dostrzeże.Amandy relację z Klarą się może kiedyś poprawią ale wątpię by to szybko nastąpiło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zbieg okoliczności sprawił,że Górscy zawitali do Klary.Myślę,że Klara zauważy i siniaka i złe samopoczucie Amandy.Wiem,że była złą matką ale nawet takie matki intuicyjnie czują,że coś jest nie tak.

    OdpowiedzUsuń