niedziela, 26 stycznia 2014

Część 255 - "Tu masz siedem grzechów głównych i ósme - życie"




Aleksander (Samuel)

Dzień zaczął się jak wiele innych, ale od samego początku coś jakby wisiało w powietrzu. Obudził mnie krzyk, właściwie to były krzyki. Pierw usłyszałem płacz jednego z moich synów, później wrzask drugiego, a na koniec Amandę:
– Olek, możesz mi pomóc?
– Dopiero co otworzyłem oczy – odpowiedziałem.
– I co z tego? Ja mam to akurat w dupie, mogłeś obudzić się wcześniej. Nie mogę zabawiać jednego, przewijać drugiego i jeszcze ich ubierać. O  śniadaniu też możesz zapomnieć – powiedziała wkraczając do sypialni z Kamilem na rękach.
– Ubierz go i błagam rusz wreszcie się z tego łóżka i zrób im śniadanie – poleciła kładąc chłopca w samej pieluszce obok mnie, po czym wyszła z sypialni bo zapłakał ten drugi.
– Co mały? Mama ma zły humor? Nie przejmuj się kobiety tak mają zawsze jeden tydzień w miesiącu – powiedziałem do malca i zrobiłem mu samolot by choć trochę go rozbawić.
Udałem się z nim do dziecinnego pokoju i wyjąłem z szuflady jakieś białe body z kaczorem donaldem. Popielate, dresowe, śliskie spodnie, skarpetki i seledynową koszulkę na krótki rękaw. Ubrałem w to malca i szukałem jakiegoś kapeluszu lub czapeczki na drogę bo zapowiadał się słoneczny dzień. Znalazłem coś ale dżokejkę w popielatym kolorze. Położyłem ją na przewijaku i ruszyłem z maluchem do kuchni.
– Zrobimy mamie śniadanko to może jej się humor poprawi – powiedziałem do Kamilka sadzając go w foteliku i starannie przypinając.
– Patryk ubrany? – zapytałem żonę.
– Tak, weźmiesz go? – odkrzyknęła.
– Pewnie – odpowiedziałem i przejąłem od niej chłopca w białych
spodenkach i niebieskiej, przewiewnej koszuli.
– Proszę powiedz, że posiedzisz grzecznie obok braciszka. – Już po chwili przekonałem się, że odpowiedz brzmi nie.
– Załóż im buty, nakarm, a ja w tym czasie wyprostuje włosy. Jak byś mógł to wyprasuj mi tę turkusową koszulę w niby zebrę – dobiegł głos Amandy z innego pokoju.
– A co ja kurwa twój służący? – zapytałem, ale wibrowanie prostownicy mnie zagłuszyło.
– Coś mówiłeś? – zapytała wyłączając tamto cholerstwo.
– Mówiłem, że wyprasuje – odpowiedziałem i pobiegłem za raczkującym Patrysiem, który pędził po pilot od telewizora.
– To nie dla dzieci – powiedziałem i położyłem przedmiot na półkę, z dala od jego zasięgu. Zazwyczaj tak nie robiłem, bo przecież nie można wszystkiego przed nimi chować, ale teraz nie miałem czasu na jego płacz.
– Chodź no kolego tu do mnie, bo inaczej to się nigdy nie wyrobimy. – Wsadziłem go do kojca zanim dopadł do świecznika. Dałem mnóstwo zabawek, bo on nigdy nie bawił się dłużej jedną rzeczą niż pięć minut.
Podczas gdy Kamil w skupieniu uderzał w dziecięcy, grający bębenek, a Patryk wyrzucał wszystkie zabawki z kojca, ja smarowałem świeże pieczywo masłem i pasztetem, a potem kroiłem je w drobne wagoniki, odkrawając skórki.
– Na co ty masz ochotę? – zapytałem Amandę, której obecność wyczułem.
Stała za moimi plecami.
– Na nic, albo na cokolwiek – odpowiedziała.
– Super, a ja jasnowidz jestem – stwierdziłem i poukładałem wagoniki na dziecięcych talerzykach. Jeden był z królikiem Baksem a drugi z Diabłem tasmańskim.
– Jesteś zły? – zapytała.
– Nie, ale od dziesięciu miesięcy nie przespałem ani jednej, całej nocy.
– Ja też nie – przerwała mi i jakby to powstrzymało mnie przed dalszym narzekaniem.
– Przepraszam, to nie twoja wina. Wstałem dziś lewą nogą. Zrobię nam grzanki, ale pierw wyprasuje ci tę twoją koszule, włożę coś na siebie, a ty w tym czasie ich nakarm – powiedziałem do kobiety w samym staniku i dżinsowych szortach.
– Podasz mi jakieś ich koszulki, śliniaki ciągną i płaczą jak się im je zakłada, a nie chce by się ubrudzili.
– Dobrze.
– Jedzą już właściwie sami, więc ja w tym czasie tu ogarnę bo salon
wygląda jak pobojowisko – stwierdziła.
– To zasługa Patryka, wyrzucił wszystkie zabawki. Nie wiem jak zamierzasz go zachęcić do samodzielnego jedzenia skoro on nawet w krzesełku nie chce siedzieć – powiedziałem podłączając żelazko i rozkładając deskę do prasowania.
– Normalnie, pozłości się, pokrzyczy, a po jakiś trzech, czterech minutkach jemu przechodzi i już grzecznie siedzi – odrzekła.
– I będzie płakał, a po co to?
– Olek nie będę się bała płaczu własnego dziecka jak Domi i Tyl. A na pytanie po co to odpowiedź jest prosta, po to by zachować hierarchie. To on ma słuchać nas, a nie my mamy tańczyć jak on nam zagra i chuchać nad nim i dmuchać. Wyrośnie potem rozpuszczony gówniarz i mięczak – odpowiedziała. – Jak sobie trochę popłacze i pokrzyczy, to nic mu nie będzie – dodała.
– Rób jak uważasz – powiedziałem podając jej wyprasowaną koszule.
Jakieś pół godziny później, po zjedzonym śniadaniu pakowałem maluchy do fotelików samochodowych.
– Zapomniałeś o butach – powiedziała Amanda wpadając do garażu.
– Które są czyje? – zapytałem widząc, że kładzie dwie pary na masce.
– Kamilowi załóż te z Nike, te białe z zielonym znaczkiem, a Patrykowi te z niebieskim RBK – odpowiedziała.
– Dobra. Daj no jeszcze Patrykowi czapkę i już nas nie ma.
– Położyłam obok butów ten biały berecik – odpowiedziała i skierowała się do wyjścia z garażu.
– Wróć no się – poleciłem.
– Ale po co? – zapytała.
– Całus się chyba twojemu mężowi należy co nie? – zapytałem, a po chwili stała przy mnie i jej usta dotykały moich.
– Jedź już bo się denerwują – powiedziała.
Odwiozłem małych do prywatnego żłobka i udałem się do pracy. Przez okno z mojego gabinetu obserwowałem świat, ludzi, samochody. Jakaś kobieta przeglądała się w przyciemnionej szybie mojego wozu, dzieci biegły, a za nimi podążała starsza pani, młodzież siedząca na murku zaciągała się papierosem i cieszyła z wakacji. Ta młodzież nie była wiele starsza od mojej żony. Pomyślałem wtedy, że Amanda powinna być jak oni. Żyć beztrosko, chwilą, bawić się, śmiać, imprezować i popełniać błędy, a nie zajmować się domem i dziećmi. Uświadomiłem sobie, że niemal każdy dzień dla mojej żony zaczyna się tak samo i wygląda jak mój dzisiejszy poranek.
– Pukałem, ale nie odpowiadałeś – powiedział do mnie Roman i to sprawiło, że moje myśli odpłynęły.
– Co cię sprowadza? – zapytałem i usiadłem za biurkiem.
– Miałem ostatnio pacjentkę. Spadła z dachu, udzieliliśmy jej pomocy, wszystko z nią już dobrze, ale jednak nie do końca – wyjaśnił i zajął miejsce naprzeciwko mnie.
– Chodzi o tę małą co dopiero po dwóch dniach babcia się domyśliła, że wnuczki w domu nie ma? – zapytałem.
– Tak, też o tym słyszałeś?
– Jedna z pielęgniarek mi mówiła. Szkoda małej, kolejna eurosierota w Polsce, ale co z nią?
– Gips jej zdjąłem, z ręką już wszystko dobrze, ale mała uskarża się od pewnego momentu na różne bóle. Pierw była to ręka, wykonałem wszystkie prześwietlenia, nawet więcej niż trzeba i nic. Wszystko z ręką ok, tak jak ci mówiłem. Potem skarżyła się na brzuch, ale to normalne w jej wieku, może ma nieregularne miesiączki. Teraz niby częściej niż wcześniej boli ją głowa.
– Może od słońca? – zapytałem z uśmiechem.
– Nie wiem, ale to ja miałem dyżur gdy ją przywieźli i wolałbym mieć pewność. To moja pierwsza pacjentka. Na magnetyczny czeka się kilka miesięcy, a ja tego nie przyśpieszę. Zwykłe, szpitalne prześwietlenie nic nie wykazało. Ty tu masz lepszy sprzęt, może mógłbyś ją przyjąć.
– Niech się zapisze na wizytę, telefon znasz, jak nie to weź sobie wizytówkę.
– Olek, mi chodzi o to byś zrobił to bezpłatnie. Oni naprawdę nie mają kasy by płacić ci te siedem dych za konsultacje – powiedział, a mi nie uśmiechało się pracować po godzinach, jeszcze za darmo, ale stwierdziłem, że czego się nie robi dla kumpla.
– Dobra. Dasz radę jeszcze dziś ją tu do mnie sprowadzić?
– Zadzwonię do jej babki, jeśli dam to o której?
– O szesnastej jadę po synów, jeśli zajmiesz się nimi w recepcji te pół godzinki, bo tyle gdzieś mi zajmie przebadanie jej, to mogę nawet po szesnastej.
– Dobra – odpowiedział.
Dochodziła godzina szesnasta kiedy zapinałem chłopaków w foteliki i przemierzałem z nimi pół miasta. Gdy dojeżdżałem do kliniki od razu zauważyłem na parkingu Romka.
– Już na ciebie czekam – powiedział zanim jeszcze wysiadłem.
– Zasnęli po drodze, popilnujesz ich w samochodzie? – zapytałem, a gdy tylko skinął głową to podałem mu kluczyki. – Jakby ktoś się czepiał, że stoję nie na swoim miejscu to przeparkuj. Ta mała już czeka? – dodałem.
– Tak w poczekalni jest – odpowiedział. – A co gdy zaczną płakać?
– To daj im pić, butelki masz w kieszonce w drzwiach, i zacznij jeździć w kółko. To pomaga. Nie lubią stać ani w korkach, ani nawet na światłach. Tylko się nie zapędź za daleko bym was szukać nie musiał.
– Dobra.
W poczekalni ujrzałem niską dziewczynę ze starszą kobietą. Dziewczynka miała różowe pasemka i niecodzienny strój. Ja z pewnością swojemu dziecku nie pozwolił bym się tak ubrać. Męska koszulka z napisem "Jebać Policje, dobry pies to martwy pies" była na nią o wiele za duża, ale zapewne celowo. Przez chwilę interesowało mnie czy ma na sobie chodź spodenki, ale koszulka sięgała jej za kolana, więc nie mogłem tego dostrzec. Kolejną rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy był makijaż. Mocne czarne kreski pod oczami, jak u tych emowców.
– Witam, zapraszam do gabinetu – powiedziałem zakładając jednocześnie biały kitel lekarski.
– Dzień dobry – odpowiedziały.
– Słyszałem, że cierpisz na bóle głowy – zacząłem.
– Tak od momenty upadku z dachu – odpowiedziała starsza kobieta.
– Kiedy on był? – zapytałem i zasiadłem przy biurku.
– W marcu, a może w kwietniu – odpowiedziała.
– W lutym – poprawiła ją dziewczyna.
– I co się dzieje od tamtej pory?
– Pierw bolała ją ręka i ciągle była zmęczona, dużo szkoły opuściła, wie pan?
– Bóle ręki po złamaniu są naturalne, nie przeszkadzają aż tak bardzo w uczeniu się – odpowiedziałem z ironicznym uśmiechem i nie spuszczałem oczu z tej dziewczynki.
– Co pan może wiedzieć, skoro to nie pana bolało? – niemal na mnie krzyknęła ta mała jędza.
– Posłuchaj mnie, mała, coś jednak wiem, bo znam osoby co z połamanymi nogami chodziły do szkoły.
– Tak, na pewno.
– Tak, siedzi przed tobą taka osoba. Na drugim roku studiów się połamałem i nie opuściłem ani jednych wykładów na uczelni i ani jednej sesji, choć mogłem dostać zwolnienie. Ale do rzeczy, co jest nie tak?
– Potem były bóle brzucha, a teraz głowy. Przez to wszystko zawaliła drugą klasę gimnazjum – poskarżyła się starsza kobieta.
Już miałem wtrącić pewną uwagę co o tym myślę, ale nie chciałem być niemiły i jakoś szkoda mi było tej starszej pani, że męczy się z takim dziewuszyskiem.
– Nie prawda babcia, nie zawaliłam, mam tylko komisyjny z matematyki i historii.
– Wyjaśnią sobie panie to później – przerwałem im. – Proszę mi teraz powiedzieć gdzie cię boli.
– Boli ją. . .
– Chciałbym porozmawiać z pacjentką, a nie panią. Jak masz na imię? – pytanie skierowałem do dziewczyny.
– Angela – odpowiedziała.
– Właściwie to Amanda, ale woli Angela – wyjaśniła starsza kobieta.
– Ślicznie imię, Amanda, moja żona ma tak samo.
– Ale mówią Angela bo Angelika mam na drugie i tak wolę – wywarczała przez zęby.
– Dobrze, w takim razie niech będzie. To w którym miejscu cię, Angeliko, boli?
– Tutaj – wskazała palcami na skronie. – I tutaj – tym razem wskazała czoło.
– Boli intensywnie, bez przerwy, z przerwami, czy tak kłuje? – zapytałem.
– Różnie.
– Bolała cię głowa wcześniej czy tylko po upadku z dachu?
– Po.
– Uderzyłaś się o coś gdy spadałaś, które to było piętro, co?
– W rękę i w kolana się uderzyłam o kamień taki durzy, a wysoko było.
– Pierwsze piętro tak mniej więcej – wtrąciła się kobieta.
– A w głowę się nie uderzyłaś? – dopytywałem.
– Nie wiem, może tak – odpowiedziała.
Przetarłem oczy, byłem zmęczony, a już widziałem, że z samej rozmowy to nic nie wywnioskuje.
– Ale od razu po wypadku, gdy znalazłaś się w szpitalu cię nie bolało, tak? Tylko dopiero później, dobrze zrozumiałem?
– Tak, najpierw ją bolał brzuch panie doktorze. Głowa tak od maja dopiero.
– Brałaś jakieś leki? – zapytałem.
– Tabletki, Ketonal, Apap i inne – odpowiedziała.
– Przejdziemy do pokoju obok. Wykonamy pewne bezbolesne badanie i zobaczymy czy wszystko w porządku.
Poleciłem asystentce by wykonała wszystko a ja zajrzałem na parking do maluchów. Chłopcy nadal spali, a Romek czytał i słał smsy. Wróciłem się do gabinetu i przyglądałem się wynikom. Tak jak się spodziewałem wszystko było poprawnie. Wtedy postanowiłem ją podejść.
– Powiedz no mi Angela, a jakie tabletki ci bardziej pomagały na te bóle. Apap czy ten Ketonal, a może Ibuprofen? To chyba trzy najbardziej popularne… no jest jeszcze Nurofen.
– Mówiła, że bardziej pomaga jej Apap i to kazała kupować w aptece mi – odpowiedziała starsza kobieta.
– Nieprawda bo Ketonal – wtrąciła dziewczyna.
– Ty chyba głupia jesteś. Zobacz ile masz w półce opakowań po Apapie, bo nawet ci się ich wywalić nie chce! – krzyknęła kobieta.
– Proszę o spokój. Zechce pani poczekać na wnuczkę za drzwiami. Chciałbym z nią sam porozmawiać – zwróciłem się do kobiety.
– Ależ oczywiście – odpowiedziała.
Na całe szczęście wyszła, bo bolała mnie głowa i miałem dość przekrzykiwań tych dwóch.
– To co to w końcu było. Ketonal, czy Apap? – zapytałem.
– Co to za różnica, ważne że mnie głowa boli, a pan nie wie co mi jest, prawda?
– Ja wiem co ci jest. Doskonale wiem. Nie rozumiem tylko jakim cudem słabszy lek mógł ci pomagać dużo bardziej niż silniejszy –odpowiedziałem bardzo poważnie.
– Ale co mi jest? – zapytała przerażona.
– Diagnozę podam twojej babci. Najpierw muszę wiedzieć jak to było z tymi lekami. Tylko odpowiedz szczerze bo sprawa jest poważna – postanowiłem ją przestraszyć, zagrać va bank.
– Ale mi nie może nic być, przecież... – Tutaj przerwała.
– Jak to nie może ci nic być, przecież boli cię głowa? – Oparłem policzek na mojej dłoni tak, że wskazujący palec prawie dotykał skroni.
– No tak, ale...
– Ale? Czyżby to była jedna wielka ściema? – zapytałem patrząc jej w zielone oczy zaznaczone mocno czarną kredką.
– Nie, bolała mnie głowa. Tak trochę i czasami.
– Rzadziej niż mówiłaś babci?
– Tak, ale...
– Czyli przysłowie paluszek i główka to szkolna wymówka w twoim przypadku pasuje idealnie – stwierdziłem. – Wyjdź na korytarz i zawołaj mi swoją babcie – poleciłem.
– Ale niech jej pan…
– Tak wiem, niech jej pan nie mówi i jeszcze napisze zwolnienie z pierwszych dni szkoły, a może z komisyjnego by wyznaczyli inny termin? Wypad, Młoda z gabinetu.
Spojrzała na mnie wzrokiem bazyliszka i wyszła. Wiedziałem, że ona babci nie zawoła więc postanowiłem wyjść zaraz za nią. Przekazałem starszej kobiecie wszystko co wywnioskowałem. Udałem się na parking i zasiadłem na miejscu pasażera, bo miejsce kierowcy zajmował Romek.
– Twoja pacjentka to przebiegły, niegrzeczny dzieciak, a nie dziewczynka z przewlekłą chorobą – powiedziałem z uśmiechem.
– Co?
– Normalnie. Ściemniała, że ją coś boli by dostawać zwolnienia ze szkoły. Teraz chyba chciała już na września. Nie wiem, może z w-f-u
– Żartujesz?
– Mówię całkiem serio – odpowiedziałem. – Nie ma się co dziwić matka wyjechała zostawiając dziecko pod opieką starszej schorowanej kobiety, na dodatek niedzisiejszej takiej. Wcześniej sama ją wychowywała, a mała zamiast domowych obiadków, łóżeczka, odpoczynku i telewizji potrzebuje po prostu twardej ręki – dodałem.
– No nic, dziękuje w takim razie i przepraszam za kłopot – odrzekł i zwolnił miejsce kierowcy.
– Daj spokój, nic złego się nie stało. Ty utraciłeś wątpliwości i masz pewność, że wszystko dobrze wykonałeś – rzekłem przesiadając się.

– Wyszło, że to Amanda Kłakulak kłamała, następnym razem będę się mniej przejmował takimi przypadkami. – Chciałem mu powiedzieć, że lepiej być bardziej ostrożnym niżeli olewać wątpliwości, ale w głowie huczało mi nazwisko dziewczynki, a potem wejrzałem w lusterko boczne i usiłowałem sobie przypomnieć kolor jej oczu.
– Jak jej na nazwisko?
– Kłakulak. Czemu o to pytasz?
– Bez powodu, znałem kiedyś dwie kobiety o takim nazwisku – odpowiedziałem.
– I co też tak ściemniały?

– Jedna tak, druga nie. To były siostry. Mały się budzi, będę już jechał – powiedziałem, po czym zamknąłem drzwi i wycofałem z parkingu. Wiedziałem, że nie jadę do domu, a do szpitala. Zobaczyć jaką grupę krwi ma ta mała. Musieli pobierać jej krew po tym upadku z okna.

9 komentarzy:

  1. To się Aleksowi córka trafiła.Zastanawiam się jak oni ze sobą wytrzymają i jak Amanda zareaguje na tą informację.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham Angele! Po prostu uwielbia. Ma dziewczyna charakter i mam nadzieje, że szybko da Aleksowi popalic! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam wrażenie, że źle życzysz mojemu bohaterowi

      Usuń
    2. Oj Patryk... Olkowi się przyda rozrywka :)

      Usuń
    3. Czy źle mu życzę...
      Jako, iż zawsze mówię, że nie należy kłamać, to lepiej przemilczę tą sprawę ; )
      A "rozrywki" przy Angeli na pewno będzie miał sporo... ; )

      Usuń
    4. Aleks już miał trochę "rozrywki" z Amandą.. teraz jak jej przeszło to pojawiła się Angela.. chyba mu trochę współczuje :)

      A.

      Usuń
  3. heheh fajna córeczka, na pewno Aleksowi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Angele ona jest świetna, Aleks miał fajne pierwsze spotkanie ze swoją córeczką :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pewnie, ze mu się super córka trafiła. A już był taka sielanka w rodzinie Górskich. Wywinął się policji, bo Jakub go zastąpił na przesłuchaniu, Patryk jak prawdziwy przyjaciel pomógł, żona go wspiera, a tu taka niespodzianka. nastoletnia córka i to taka z charakterkiem. Oj Amanda nie będzie szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń